FORUM LINKI STRONA GŁÓWNA GALERIA FOTEK SZUKAJ ARTYKUŁY
 
Nawigacja
Portal
  STRONA GŁÓWNA
  ARTYKUŁY
  FAQ
  FORUM
  LINKI
  KONTAKT
  SZUKAJ
  GALERIA FOTEK

Reklama

eXtreme-fusion

ZAGAZOWANI

W tygodniku „Przekrój” z dnia 27.07.2010 ukazał się artykuł Małgorzaty Święchowicz pt. „Zagazowani’’, dotyczący funkcjonowania biogazowni w pobliżu Inowrocławia. Felieton ten odsłania prawdę ukrywaną przez zwolenników biogazowni, mającej powstać w Głuchowie. Zainspirowani tym artykułem pojechaliśmy do gminy Rojewo porozmawiać z włodarzami, mieszkańcami i właścicielami biogazowni.

W gminie Grójec sprawa zaczęła się na początku kwietnia, kiedy to, odbyło się w Głuchowie spotkanie informacyjne z mieszkańcami zorganizowane przez burmistrza Jacka Stolarskiego. Oficjalnie zaproszeni byli: Bogdan Falenta – szef asfaltowni w Konstancinie, Lech Matliński – właściciel nieruchomości po dawnej fabryce żelatyny (który chce nam wybudować biogazownię), troje sołtysów: z Głuchowa, Kośmina i Szczęsnej oraz jedna radna. Nieofi cjalnie było tam kilka innych osób, dzięki którym dowiedzieliśmy się o planach budowy na naszym terenie asfaltowni i biogazowni.

Gdy poinformowaliśmy społeczeństwo o planach władz gminy i przedsiębiorców spotkaliśmy się z niemerytorycznymi atakami, a czytając artykuły reklamujące budowę tej inwestycji (w grójeckich proburmistrzowskich publikatorach – Jabłonka i Życie Grójca) mieliśmy wrażenie, że produkcji biogazu towarzyszy zapach niczym z cukierni.

Postanowiliśmy przekonać się na własne oczy i na własny nos, czy rzeczywiście jest tak
słodko. W artykule Małgorzaty Święchowicz czytamy „(…) miało być tak pięknie. We wrześniu ubiegłego roku w Liszkowie – w środku niewielkiej wsi między Inowrocławiem a Bydgoszczą – hucznie ruszyła największa w Polsce biogazownia. Miejscowi zamiast dumy czują z tego powodu złość i smród. – Jeśli tak ma wyglądać ekologia, to ja serdecznie dziękuję – denerwuje się sołtys Liszkowa Mirosław Markiewka. Dodaje, że z powodu ekologicznego gazu emocje sięgają zenitu. Jeszcze trochę i coś z hukiem pęknie. – Może nawet dojść do sabotażu – mówi radna Stanisława Dziedzic-Dombek. – Ludziom już różne pomysły przychodzą do głowy. Nawet takie, żeby kupić u Ruskich granatnik, wystrzelić i niech się skończą męki.”

Umówiliśmy się z władzami gminy Rojewo na rekonesans (film–dokument znajdziecie państwo na stronie www.czystagmina. wgr.pl). Spotkaliśmy się z wójtem i sekretarzem gminy Błażejem Mielcarkiem oraz Tadeuszem Kacprzakiem. To nie byli butni włodarze czy biznesmeni,

lecz zrozpaczeni ludzie, którzy nieświadomi zagrożeń uwierzyli “nowoczesnej technologii”. Po rozmowach z nimi śmiem twierdzić, iż to co teraz jest wpychane do Polski, na zachodzie Europy funkcjonowało na początku lat 50-tych ubiegłego wieku.

Co zobaczyliśmy i poczuliśmy? Smród. Smród w promieniu pięciu kilometrów. Smród unoszący się również z pól, na które bez opamiętania wylewany jest cuchnący, trujący
poferment (gęsta ciecz). Wójt powiedział nam: „Ten teren jest zagłębiem warzywnym dla
jednej w wiodących przetwórni warzyw w Polsce, mieszczącej się w Gniewkowie. Teoretycznie do produkcji biogazu miały być używane jedynie wywar gorzelniany, odpady warzywne z przetwórni i wytłoki z cukrowni. Są jednak doniesienia o nocnym przewozie śmierdzących substancji (m. in. ścieków komunalnych).”

Wójt, który chcąc dowiedzieć się czegoś więcej, niedawno odwiedził Niemcy i poznał tamtejsze technologie. Powiedział nam, że biogazownie rolnicze nie są rentowne, gdyż produkując biogaz z roślin nie ma na nie dotacji. Tylko biogazownie pracujące na odpadach są dochodowe, ponieważ są dotowane. Natomiast sekretarz mówił: „(…) najbardziej energetycznym wsadem do biogazowi są odpady zwierzęce. Kolejnym utrapieniem dla mieszkańców jest magazynowanie odpadów, które przetrzymywane są na gruntach nienależących do firmy i z tego tytułu nie można wystąpić o jakiekolwiek odszkodowanie.”

W artykule pani Święchowicz czytamy: „(…) Na placu przed biogazownią w chmurze smrodu stoi prezes spółki Agrogaz Zbigniew Szymandera i spiera się z rolnikiem, który opowiada, że odpad z biogazowni zostawił w jego polu dziury niczym księżycowe kratery. – Nie zapytaliście mnie o zgodę, tylko po prostu wjechała cysterna i wylała, co miała. Ziemia jest teraz zniszczona, popalona – mówi bezradnie rolnik. – Jak to popalona? Ktoś przyłożył zapałkę? – pyta prezes. A rolnik: – Ja bym nawet wolał, żeby ktoś przyłożył i podpalił. Przynajmniej zniszczenia byłyby mniejsze. A u mnie po prostu ten syf zrzucili na pole, aż jezioro się zrobiło. Przez kilka lat nic nie wyrośnie. – Wyrośnie – uspokaja prezes. – Oczywiście przedawkowanie mogło doprowadzić do zżółknięcia roślin, ale one odbiją. Rolnik: – Kiedy? I kogo tym nakarmić? Przecież nawet świnia tego nie zechce. Ostatecznie macha ręką: – Szkoda języka, tu by się przydał prokurator.”

Degradacji ulega gleba przesycona azotanami, schną uprawy i o zgrozo lasy w bezpośrednim sąsiedztwie. Ludzie, których spotkaliśmy mają w oczach rozpacz, a ich największym marzeniem jest: „żeby nie śmierdziało”. Ten poferment jest składowany w tzw. lagunach (coś na kształt stawów wypełnionych po brzegi ohydną mazią). Cytuję: „Najgorzej wytrzymać, gdy jest wilgoć w powietrzu. Wtedy, żeby złapać oddech biegnę do obory”. Takie odczucia mają nie tylko mieszkańcy, ale także osoby przyjezdne, jak pani redaktor Święchowicz „(…) a mnie jakby ktoś pięścią w brzuch grzmotnął. Zawartość żołądka cofa się do gardła. Łzy napływają do oczu. Paweł Kinal z Liszkowic szybko mnie oświecił, że to jeszcze nic. Trzeba jechać dalej, w kierunku wsi Budziaki, gdzie z biogazowni do dwóch dużych basenów wpompowywany jest odpad pofermentacyjny. – Na tych tak zwanych lagunach to dopiero człowieka wykręca – wyjaśnia Kinal. Gotów jest wskazać drogę (a nie każdy jest tak chętny, bo człowiek tam chwilę pobędzie i już powinien gnać do domu, wykąpać się, a ciuchy wrzucić do prania). Jedziemy. Na miejscu zdążę tylko uchylić drzwi samochodu i zaczynam błagać o litość. Trudno opanować torsje. Uciekajmy!”

Nie głusi i nie oszołomy, bo taki poziom kontrargumentów wytaczają przeciwko nam autorzy tekstów w gazetach popierających burmistrza Stolarskiego, lecz

ludzie mający prawo do godnego życia w czystym środowisku. Szczególnie my mieszkańcy

 powiatu grójeckiego, gdzie sadownictwo jest głównym źródłem utrzymania. Wszyscy odbieramy dawkę oprysków, ale solidarnie to znosimy bo z tego przynajmniej utrzymują się wszyscy – nie jednostka. Poza tym, jeśli usychają lasy wokół biogazowni w Liszkowie, czy nie uschną nasze sady? Kto ma w tym interes? Przecież w naszej gminie nie ma, tak jak w przykładowych Niemczech, ogromnych ferm i innych źródeł pozyskania substratu do biogazowi. Z samych wytłoków owocowych nie powstanie opłacalna produkcja biogazu.

Na początku wmawiano nam, że w Głuchowie produkcja będzie oparta na odpadach roślinnych. Później na sesji burmistrz przyznał, że potrzebne będą „krowie placki” do produkcji biogazu. Do wytworzenia planowanej tu ilości energii potrzeba minimum 250 m3 substratu na dobę.

Zatrudnienie pięćdziesięciu osób to kolejny kant. Będąc na terenie biogazowni w Liszkowie spotkaliśmy dwóch serwisantów z firmy podwykonawczej, dwóch traktorzystów z firmy zewnętrznej,

dyrektora firmy Agrogaz, kierownika zakładu i jednego niesamowicie brudnego pracownika fizycznego. W tym wypadku nowoczesna technologia – niestety dla nas – nie polega na tym, żeby produkować ekologicznie, zatrudnić ludzi, dbać o mieszkańców, ale żeby zarobić duże i szybkie pieniądze. Niestety biogazownia to zatrudnienie jednego informatyka na zmianę, który obsługuje komputer, kilku pracowników fizycznych i dyrektora. Tak to wygląda.

Ludzie chcący mieszkać na terenach na północ od Grójca stracili nadzieję na osiedlenie się
w tej pięknej okolicy. Szanowni czytelnicy, na tym terenie, na północ od Grójca, jest miejsce na sadownictwo, jest miejsce na rekreację, jest też miejsce na osadnictwo. Z tych działalności gmina i miasto może mieć ogromne korzyści. W chwili obecnej wartość nieruchomości w/w okolicy drastycznie spadła. Już wszyscy tracimy na planach budowy biogazowni.

Cieszę się, że nasze działania spotykają się z coraz większą aprobatą mieszkańców Grójca i gminy. Jesteśmy tym bardzo podbudowani. Stowarzyszenie Czysta Gmina to nie partia polityczna, lecz ruch w kierunku normalności, spokojnego, zdrowego życia. Część działaczy stowarzyszenia będzie się ubiegać o mandat radnego. Ja również. To wynika z mojej woli działania na rzecz społeczeństwa i środowiska (ratowanie doliny rzeki Jeziorki i gm. Grójec – tu ma być centrum rekreacji i wypoczynku, ma pachnieć piękną przyrodą, rzeką, lasem, stawami). Czy to jest coś złego? Bo i z tego, że startuję zrobiono zarzuty pod naszym adresem.

„Śmierdzącą kampanię” jak to ujął redaktor Leszek Świder (opłacany z gminnej kasy) prowadzą ci, którzy opowiadają się w gazetach za planami budowy tej śmierdzącej inwestycji u nas, w gminie Grójec, a sami tu nie mieszkają, czyli między innymi on, a nie my, jak nam zarzuca. Szyderstwo proratuszowych

pismaków krytykujących odruchy ludzi zagrożonych ponowną utratą prawa do normalnego życia sięga zenitu. My to wszystko przeżyliśmy. My, wszyscy mieszkańcy w promieniu przynajmniej pięciu kilometrów od Głuchowa, mamy bardzo przykre doświadczenia z lat ubiegłych.

Jakość powietrza jest tym komponentem środowiska, z którym człowiek jest w stałym kontakcie, a jego jakość zapachowa powinna być prawnie chroniona!

Jedno musimy sobie uświadomić: opór społeczny to jest ogromna siła. Razem naprawdę dużo możemy wywalczyć. Musimy być aktywni.

Cytując artykuł z Przekroju: „Firmy planujące inwestowanie w biogaz szacują, że na dziesięć projektów budowy

biogazowni średnio sześć pada od razu ze względu na protesty społeczne.

Na przykład w Kosowie Lackim niedaleko Sokołowa Podlaskiego jest już druga przymiarka do budowy – najpierw chciał tam zainwestować Agrogaz, ale oprotestowany szybko się poddał. Teraz mają kolejnego chętnego do stawiania biogazowni. Tyle że w ludziach jest już zasiany strach przed energią odnawialną. Wystarczyło zorganizować wycieczkę do Liszkowa. Teraz, jak ktoś tu tylko powie „biogaz”, to zaraz jest zakrzyczany.”

Do Liszkowa pojechaliśmy po doświadczenia. Muszę przyznać, że to co zobaczyliśmy na
miejscu dało nam pełen obraz o biogazowniach. Mam bardzo dobrą propozycję dla tych, którzy tak bardzo chcą biogazowi w Głuchowie. Kupcie sobie działki przy byłej fabryce kleju w Głuchowie,

postawcie tam domy, zamieszkajcie z rodzinami, a wtedy może uwierzymy, że to jest takie pachnące.

 Zadaliśmy dyrektorowi i kierownikowi zakładu w Liszkowie pytanie, czy mieszka blisko zakładu?

Kierownik odpowiedział, że mieszka kilkanaście kilometrów dalej, a dyrektor mieszka w Niemczech.

Grzegorz Banasik

Czytaj dalej: http://www.okolica.wgr.pl/modules.php?name=News&file=article&sid=4398

 

 Komentarze
Brak komentarzy.
 Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
 Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.
Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło

Zapamiętaj mnie



Zapomniane hasło?
 
Powered by PHP-Fusion © 2003-2012 by Nick Jones.
Released as free software under the terms of the GNU/GPL license.

darmowe strony
1956862 Unikalnych wizyt
Designed by Corrosion